Europejski Trybunał Praw Człowieka – gdy Polska nie dała rady…

Europejski Trybunał Praw Człowieka – gdy Polska nie dała rady…

Stawiam, że zwróciłeś uwagę, że polski wymiar sprawiedliwości jest tak bezsilny wobec alienatora bezczelnie łamiącego prawo, jak alienator deklaruje, że jest bezsilny wobec „woli dziecka”, które po dłuższym okresie alienacji rodzicielskiej „z własnej woli”, trzymane przez alienatora, powie, że nie chce się z tobą spotkać. Gdy okaże się, że państwo polskie jest tak bezsilne wobec takiej matki, a ciebie rozpacz ogarnia na tę „bezsilność” sądów, to jest jeszcze jedna droga. Jeśli masz jeszcze trochę energii – myślę, że warto. Dla zasady. Dla sprawy. I, jak dziś o tym pomyślałem, aby może tą drogą ukrócić wspieranie alienacji rodzicielskiej przez państwo polskie. Tak, alienacja rodzicielska ma się wyśmienicie bo wspiera je system sądownictwa, państwo polskie. To potężne państwo polskie, takie bezsilne wobec jednego alienatora.

Jeszcze sam do tego nie podszedłem, więc nie wszystko zgłębiłem w temacie. Wydaje mi się jednak, że zanim wystąpisz do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka to musisz umieć wykazać, że wyczerpałeś już wszystkie możliwości w Polsce, a ten twój piękny kraj nie podołał zadaniu i mógł podjąć odpowiednie działania lub lepiej wykorzystać dostępne narzędzia.

Do tego wpisu zainspirowała mnie wygrana przez ojca sprawa przeciwko Polsce. Trafiłem na nią dopiero co, choć wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest sprzed roku, dokładnie z dnia 9 lipca 2020. Skarga nr 71021/13 pod którą kryje się sprawa zatytułowana „prawo do poszanowania życia rodzinnego – brak realizacji sądowych postanowień regulujących kontakty ojca z małoletnią córką”. Brzmi znajomo, prawda…? Warto się zainteresować.

Dlaczego warto? Szansa na zburzenie betonu alienacji rodzicielskiej to tylko zmiana świadomości społeczeństwa. Społeczeństwa jako ogółu (przedszkolanka, dyrektor szkoły, psycholog, ksiądz…) i tych, dzięki którym alienacja rodzicielska ma się wyśmienicie – ludzie, dla których to tylko kolejny papier do odwalenia albo kolejny intratny klient i stały zysk. Zmiana musiałaby się jednak dokonać u masy ludzi, istotnej statystycznie, w rzeszy zawodów. Potrzebne, ale może uda się za pokolenie. Myślę, że nacisk, choćby wizerunkowy na początek, na arenie międzynarodowej, dał by dużo szybszy efekt. Mówiąc inaczej – potrzeba wielu takich spraw jak ta. Gdy państwo polskie będzie przegrywać taki proces jeden za drugim – nie da się tego zamieść pod dywan. Dla satysfakcji też warto. Wygrać sprawę z państwem z dykty. Nie ma co ukrywać, że kwotą jak np. tutaj, czyli 10.000 EUR (na chwilę publikacji wpisu to 45,5 tys. zł), też by nikt nie pogardził. Sprawy to nie rozwiąże, to fakt.

Na oficjalnej stronie w bazie orzeczeń znajdziesz wyrok dotyczący skargi w języku polskim. Sprawa skarżącego ojca (Marian Brunner), jak na alienację rodzicielską przystało, bardzo typowa. Ojciec dostał bardzo symboliczne kontakty z córką. Następował proces oddziaływania na psychikę dziecka przez matkę i jej rodzinę. Była też grzywna wynikająca z zagrożenia nakazem zapłaty za nierealizowanie kontaktów przez matkę. Jak rozumiem, nic nie zmieniła. Ale istotne by wykazać, że wykorzystało się wszystkie możliwości. Do tego nastąpiło po dłuższym czasie typowe odwrócenie ról przez alienatorkę i sąd – czyli to ojciec jest winny braku kontaktów… Oczywiście – standard – upływ czasu niszczy więzi międzyludzkie. Takie odkrycie naukowe. Czyli alienatorka zrobi absolutnie wszystko by grać na czas, a bystrzy biegli zauważą po tym czasie, że dziecko ma słabsze relacje z ojcem. Tak typowy proces alienacji rodzicielskiej, że aż szkoda czasu na opisywanie. Pełnomocnik Polski stwierdził, że władze krajowe, wymiar sprawiedliwości nie mają wpływu na negatywną postawę matki. Państwo z dykty to mało powiedziane.

Co istotne – zestawienie faktów, że ojciec dołożył wszelkich starań, wykorzystał istniejące mechanizmy; a dla kontrastu – państwo polskie nie dało mu należytego wsparcia, okazało się bezradne.

Zwróć uwagę czytając wyrok, że w Polsce sąd stwierdził w 2011 roku (córka urodziła się w 1998 roku), że w przypadku tego ojca nie zostało naruszone prawo do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Cytat z wyroku „odpowiedzi od prezesów sądów, którzy za każdym razem wyrażali opinię, że sądy rozpatrywały jego sprawy w sposób rzetelny i bezzwłoczny„. Proponuję przeczytać w tym wyroku historię batalii ojca o dziecko. Jak się skończyła? Córka skończyła 18 lat i sąd ma temat z głowy. Z opisu sytuacji należy wnioskować, że choć sąd z pomocą biegłych stwierdził, że matka kłamała przed sądem i grała na przewlekłość, to nie poniosła konsekwencji. Ram, pam, pam… „Rząd wyraził przekonanie, że władze działały szybko i z wyjątkową starannością” – tak szybko, że minęło 16 lat nie-kontaktów (a może i więcej) i córka stała się pełnoletnia.

Podkreślę jedną kwestię jeszcze – „błędem” ojca było to, że, jak podkreślał – dla dobra psychicznego córki, przestał w końcu przyjeżdżać na ustalone nie-kontakty z córką. Co oczywiście sądy skwapliwie obróciły przeciwko niemu i było z korzyścią dla alienatorki. I tak oto ojciec stał się winnym nie-kontaktów i zerwanych więzi. Ja uważam, że nie można tej kwestii odpuszczać. Jeździć, wzywać policję. Do us**nia. A jak policji się nie podoba jeździć na takie interwencje – niech coś z tym zrobią.

Tytułem tej przegranej państwa z dykty ojciec otrzymał 10.000 EUR (na chwilę publikacji wpisu to 45,5 tys. zł) zadośćuczynienia od państwa polskiego za szkody niemajątkowe oraz 2.000 EUR jako zwrot kosztów postępowania.

Oficjalna strona Europejski Trybunał Praw Człowieka posiada polską wersję językową. Znajdziesz na niej informacje o tym jak złożyć skargę do trybunału. Znajdziesz tu także 13-stronicowy (w języku polskim) formularz skargi (najpierw zapisz plik pdf na komputerze – nie otworzy się w przeglądarce internetowej) do wypełnienia. To jak pokierowanie krok po kroku przez wypełnienie wzoru skargi. Krótkie info w tym temacie jest też opublikowane na polskiej stronie rządowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Zaznaczę, że sam jeszcze tą drogą nie poszedłem. Uważam, że w moim wypadku jeszcze nie czas. Choć opieszałość (delikatnie mówiąc) sądu jest porażająca, w chwili pisania tego wpisu minęły ponad 3 lata jak nie widzę dzieci, to jeszcze nie teraz. Kluczowa sprawa jeszcze się toczy przed pierwszą instancją. Ale wyczerpałem wszystkie możliwości na ścieżce sądowej (wszystkie typy postępowań) i pozasądowej (mediacje itp.), państwo polskie jest absolutnie bezradne, a tam gdzie mogłoby próbować być skuteczne, to nie korzysta w odpowiednim stopniu z narzędzi, które posiada (patrz np. zatrważająca kwota zagrożenia 50 zł, która, jak twierdzi sąd, jest skuteczna). A terminy… w skardze na przewlekłość sąd stwierdził, że nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii terminów i podejmowanych działań. Jednak np. wynik badania w OZSS mówiący, że pilnie należy zmienić sytuację dzieci, sąd tak potraktował, że minęło półtora roku a w tej sprawie brak terminu rozprawy. W sądzie polskim widać termin „pilne” w zakresie dobra dziecka to dłużej niż 1,5 roku (a czas leci dalej, czyli na 1,5 roku to nie poprzestanie). Dlatego uważam, że mój przypadek jak najbardziej kwalifikuje się do trybunału w Strasburgu.

Może znajdzie się tutaj ktoś kto przeszedł tę ścieżkę z trybunałem w Strasburgu i powie jak „wrażenia”?

Ojciec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *